'Mike'
Mężczyzna wszedł do
budynku i zdjął z twarzy chustę. Ku przerażeniu chłopca okazało się, że był to
mężczyzna z kawiarni. Ten który zawsze nosił przy sobie długi nóż rzeźniczy.
Jego niebieskie oczy spoglądały w stronę Alexa, który zaczął się cofać aż
uderzył plecami w ścianę. Foxy podszedł do niego i zaprowadził go do pokoju w
którym leżał Vincent. Chłopa zobaczył, że mężczyzna trzyma w ręce sporą
apteczkę. Gdy Animatronik i łysy mężczyzna zniknęli za progiem chłopiec
uspokoił się trochę.
-Kim on jest?- Spytał
szeptem
-To Mike. Ostatni
nocny stróż jaki pracował w pizzeri- Odpowiedział cicho Freddy
Alexowi ze zdziwienia
zakręciło się w głowie. Nie wierzył, że on mógł być nocnym stróżem. Chłopiec
stał w miejscu i patrzył w podłogę. Z zamyślenia wyrwał go Foxy wychodzący z
pokoju. Tuż za nim wyszedł Mike.
- Niedługo jego stan
powinien zacząć się poprawiać- Rzekł patrząc w stronę animatronów.
Ominął chłopca i
poszedł w stronę biura gdzie znajdował się rekonstruktor. Wszedł do
pomieszczenia. Zza drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Po chwili nastała absolutna
cisza. Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia i udał się w stronę Chłopca.
- Pamiętasz tą akcję z
nożem? Ee… no to ten…- Podrapał się po głowie i spuścił wzrok- Przepraszam…
Alex przyjął
przeprosiny, lecz wciąż czół się nieswojo w jego towarzystwie. Starał się nie
patrzeć w oczy Mike’owi. Było w nim coś takiego co zmuszało chłopca do
ucieczki. Chica wzięła za rękę Alexa i zaprowadziła do kuchni. Gdy znaleźli się
w jasnym pomieszczeniu, zamknęła drzwi. Posadziła chłopca pod ścianą, przy
małym stoliku.
- Widzę że się go
boisz… Ja też za nim nie przepadam…- wymamrotała i spojrzała w stronę zegara na
ścianie- Dlatego cie stamtąd zabrałam
- Dlaczego on jest
teraz potulny jak baranek? Jeszcze kilka dni temu groził mi nożem…- Zastanawiał
się chłopak
-Gdyby nikt nie
kontrolował zachowania Mike’a to on zniszczyłby wszystko wokół siebie… Łącznie
z żywymi istotami- Wyjaśniła
Podeszła do metalowych
drzwi prowadzących do chłodni. Gestem pokazała Alexowi by ruszył za nią.
Chłopiec powoli ruszył za animatronikiem. Mijali metalowe półki pełne mrożonej
pizzy i paczek warzyw. Doszli do rogu pomieszczenia gdy chłopiec z przerażeniem
stwierdził że na ścianach były jakieś ciemnobrunatne smugi i zacieki. Wiedział
że była to krew. Zrobiło mu się słabo i prawie upadł na ziemię. W ostatniej
chwili Chica złapała go i zaczęła nieść na rękach. Prócz niego niosła tez małą
niebieską skrzynkę. Gdy znaleźli się poza chłodnią otworzyła ją i wyciągnęła z
niej jakiś przedmioty. Były to stare zdjęcia przedstawiające pracowników
pizzeri. Na pierwszym z nich widać było Mike’a stojącego przed sceną z animatronikami.
Jego kamienny wyraz twarzy był wciąż taki sam. Drugie z nich przedstawiało
Fritz’a trzymającego maskę Freddy’ego i latarkę. Miał niepewny uśmiech, a jego
wzrok uciekał gdzieś na bok. Lecz najciekawsze było trzecie. Był na nim jakiś
mężczyzna, lecz jego twarz ktoś wydrapał, tak że widać było tylko czapkę i
ciemne włosy. Alex domyślał się że mógłby to Jeremy. Było jeszcze jedno
zdjęcie. Przedstawiało ono Vincenta bawiącego się nożem. Jego nieobecny wzrok
wywoływał niepokój, a psychopatyczny uśmiech sprawił że chłopca przeszły
ciarki. Zamyślił się na chwilę.
-Dlaczego te zdjęcia
były w chłodni?- spytał półszeptem chłopiec
-Schowałam je tam. On
chciał je wyrzucić. Przywoływały u niego bolesne wspomnienia…- Odpowiedziała-
Ugryzienie w 87 wydarzyło się na jego oczach… Potem się zaczęło… On… on stał
się psychopatą. Cudzy ból sprawiał mu przyjemność. Zaczął zabijać… Najpierw Freddy, potem Bonnie, następnie ja, a na końcu
Foxy. Marionetka dała nam drugie życie. Ona… ona umarła pierwsza… widziała jego
twarz…- jej głos się załamał- zwabił nas i zabił. Potem stracił ostatnią bliską
mu osobę… Starał się zachować spokój… Był optymistą…
- Współczuję mu… Znam
to uczucie gdy zostaje się samemu…- wykrztusił Alex- W sumie każdy z nas jest w
środku psychopatą. Ale wiemy o tym dopiero wtedy gdy świat odwraca się do nas
plecami, a my zaczynamy myśleć co zrobiliśmy nie tak…
Ich rozmowę przerwał
nagły huk. Wybiegli na korytarz i w pośpiechu udali się do pomieszczenia w
którym leżał ranny. Jego skóra była bledsza niż ściany budynku. Leżał na
podłodze, a rękę miał w małej kałuży krwi. W ręku trzymał żyletkę. W rogu
pomieszczenia leżały poprzewracane kartony i skrzynie.
- Coś ty zrobił?!!
Oddawaj to!- Krzyknęła Chica
- Ja chciałem skrócić
wasze cierpienie... Wiem że cierpicie, musicie iść tam, na górę…- Wychrypiał
Vincent- Przecież tego właśnie wszyscy chcecie?
Chica podeszła do
niego i wyrwała mu z dłoni żyletkę. Cisnęła na korytarz i podniosła mężczyznę.
Położyła go na łóżku i położyła mu rękę na ramieniu.
- Nie chcemy tego. Zostaniemy
tu tak długo jak będzie trzeba…- Powiedziała uśmiechając się- Pomożemy ci
choćby Niewinem co.
Po jego ustach błądził niepewny uśmiech. Spojrzał w stronę chłopca. Oczy
mężczyzny nie były już pełne bólu ani smutku. Po raz pierwszy od dawna na jego
twarzy pojawił się uśmiech.
Wiedzialam ze to on
OdpowiedzUsuńOsoba której sprawia satysfakcję cudze cierpienie nazywa się sadysta nie psychopata...
OdpowiedzUsuń