wtorek, 17 marca 2015

Opowiadanie cz IV rozdział II
'Tajemnica'


Alex spojrzał na ziemię, tu też ciągnęły się ślady krwi. O dziwo biegły wzdłuż drogi co oznaczało że Vincent nie użył samochodu. Dzięki temu chłopiec mógł dotrzeć powrotem do pizzeri. Ruszył powoli przez las idąc obok szosy. Był gdzieś w połowie drogi gdy ślad nagle skręcił w stronę krzaków. Chłopak zajrzał pomiędzy liście rośliny i zobaczył pośród nich leżącego człowieka. Jego koszula była rozdarta na klatce piersiowej przez co widoczna była głęboka rana cięta, ciągnąca się od prawego obojczyka do żeber po lewej stronie. Włosy mężczyzny były fioletowe
-Vincent…- wyszeptał Alex, poczym przedarł się przez krzaki i klęknął nad mężczyzną. Był nieprzytomny, w prawej ręce trzymał nóż, a w lewej żyletkę. Obydwa przedmioty były zakrwawione. Chłopiec był spokojny że mężczyzna przynajmniej oddycha.
-Coś ty zrobił…- ponownie szepnął chłopak, zamyślił się- To moja wina
Alex podejrzewał że to koniec dla fioletowowłosego. Nie dawał mu żadnych szans.
Popatrzył na jego ranę, krew utworzyła małe strumyczki, które spływały po jego ciele na ziemię. Jego ubranie było przesiąknięte szkarłatną cieczą. Chłopiec usiadł obok Vincenta i postanowił objąć wartę, lecz po pewnym czasie opanowało go zmęczenie i zasnął. Obudził go zimny powiew na plecach. Powoli otworzył oczy lecz to co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Była to szóstka dzieci, pięciu chłopców i dziewczynka. Biegały wokoło i goniły się, lecz Alex przeczuwał że coś jest nie tak. Gdy przyjrzał się lepiej zobaczył, że dzieci są pół przezroczyste. Wyglądały jak zjawy, nienaturalnie blade i dziwnie smutne.  Nagle stanęły w miejscu i zaczęły nucić jakąś dziwną smutną melodię. Dziewczynka podeszła do Vincenta i melodyjnym głosem szepnęła
 -Damy ci wolność i życie które ty nam odebrałeś. Ale obiecaj że nigdy już nikogo nie skrzywdzisz, nikogo włącznie z sobą. Bo to siebie krzywdzisz najbardziej…
 Gdy skończyła mówić popatrzyła się na Alexa swoimi smutnymi oczami i zwróciła się do niego:
- To dobry człowiek. Ale często o tym zapomina… Zdecydowanie zbyt często. Uważaj na siebie…
Dzieci stały tam jeszcze chwilę lecz co chwilę były coraz mniej widoczne, aż w końcu całkowicie zniknęły. Chłopiec wciąż zszokowany całą sytuacją nie zauważył, że Vincent poruszył się i otworzył oczy.
-Co ty tu robisz? Myślałem że nie chcesz przebywać w moim towarzystwie – Powiedział oschle mężczyzna
Alex gapił się na fioletowowłosego z otworzonymi ustami przez dłuższą chwilę, zanim zorientował się co robi. Zawstydzony natychmiast spuścił wzrok.
-Nie masz nic do powiedzenia? – Spytał Vincent, po dłuższej chwili ciszy wyszeptał- Tak też myślałem
Chłopiec nagle przypomniał sobie słowa małej dziewczynki.
-Co… Co im zrobiłeś?- wyszeptał prawie niesłyszalnie
-Komu?- Zapytał mężczyzna z uśmiechem na twarzy
-Tym dzieciom. Widziałem je…- ponownie wyszeptał Alex
Vincent wyglądał na wstrząśniętego i zdezorientowanego. Popatrzył w stronę noża leżącego obok niego na ziemi, a potem wymienił z chłopcem porozumiewawcze spojrzenie, pełne bólu i smutku.
-Ty je zabiłeś –Alexowi załamał się głos – jesteś mordercą!
- Nie zrobiłem tego specjalnie! To był wypadek…
-Nikt ci nie uwierzy, a przynajmniej ja że ‘przez przypadek’ zabiłeś sześć osób – chłopak ledwo powstrzymywał się przed rzuceniem się do gardła mężczyźnie
Chłopiec w świetle księżyca ujrzał nagle, że po policzkach Vincenta spływają łzy. Widział niepewność i ból w jego oczach. Wiedział że fioletowowłosy żałuje swojego czynu.
-Przepraszam- powiedział mężczyzna przez łzy- przepraszam…
Powtarzał to słowo coraz ciszej. Upadł na kolana i popatrzył na swoje dłonie, w głowie wciąż widział ślady krwi i brunatną ciecz spływającą po ostrzu noża. Starał odciągnąć od siebie te myśli ale nie potrafił. Pochylił się nad ziemią i zamknął oczy. Gdy je otworzył Alex zauważył że zmieniły one kolor z fiołkowego na rubinowy. Mężczyzna popatrzył na chłopca i wstawając  podniósł nóż. Chłopak zaniepokojony, zrobił krok do tyłu. Vincent wyszczerzył zęby w przerażającym uśmiechu, poczym poszedł w stronę chłopca, który widząc to zaczął uciekać. Biegł prosto przed siebie, nie zatrzymywał się i nie odwracał. Płuca paliły go z wysiłku, a przed oczami robiło mu się ciemno. Alex wbiegł pomiędzy skały. Trafił w ślepy zaułek. Fioletowowłosy dogonił go, i powoli zbliżał się do niego z uniesionym nożem. Był już blisko. Nagle zamachnął się nożem. Chłopiec zamknął oczy i zacisnął dłonie, lecz nic się nie stało. Usłyszał tylko jakiś metalowy przedmiot uderzający w kamień. Otworzył oczy
i zrozumiał co się stało. Vincent właśnie podnosił się z ziemi, jego oczy były z powrotem w kolorze fiołków. W cieniu dostrzec można było czyjąś sylwetkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz