'Tajemnica'
Alex spojrzał na ziemię, tu też ciągnęły się ślady krwi. O
dziwo biegły wzdłuż drogi co oznaczało że Vincent nie użył samochodu. Dzięki
temu chłopiec mógł dotrzeć powrotem do pizzeri. Ruszył powoli przez las idąc
obok szosy. Był gdzieś w połowie drogi gdy ślad nagle skręcił w stronę krzaków.
Chłopak zajrzał pomiędzy liście rośliny i zobaczył pośród nich leżącego
człowieka. Jego koszula była rozdarta na klatce piersiowej przez co widoczna
była głęboka rana cięta, ciągnąca się od prawego obojczyka do żeber po lewej
stronie. Włosy mężczyzny były fioletowe
-Vincent…- wyszeptał Alex, poczym przedarł się przez krzaki i
klęknął nad mężczyzną. Był nieprzytomny, w prawej ręce trzymał nóż, a w lewej
żyletkę. Obydwa przedmioty były zakrwawione. Chłopiec był spokojny że mężczyzna
przynajmniej oddycha.
-Coś ty zrobił…- ponownie szepnął chłopak, zamyślił się- To
moja wina
Alex podejrzewał że to koniec dla fioletowowłosego. Nie dawał
mu żadnych szans.
Popatrzył na jego ranę, krew utworzyła małe strumyczki, które
spływały po jego ciele na ziemię. Jego ubranie było przesiąknięte szkarłatną
cieczą. Chłopiec usiadł obok Vincenta i postanowił objąć wartę, lecz po pewnym
czasie opanowało go zmęczenie i zasnął. Obudził go zimny powiew na plecach.
Powoli otworzył oczy lecz to co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Była to
szóstka dzieci, pięciu chłopców i dziewczynka. Biegały wokoło i goniły się, lecz
Alex przeczuwał że coś jest nie tak. Gdy przyjrzał się lepiej zobaczył, że
dzieci są pół przezroczyste. Wyglądały jak zjawy, nienaturalnie blade i dziwnie
smutne. Nagle stanęły w miejscu i
zaczęły nucić jakąś dziwną smutną melodię. Dziewczynka podeszła do Vincenta i
melodyjnym głosem szepnęła
-Damy ci wolność i życie
które ty nam odebrałeś. Ale obiecaj że nigdy już nikogo nie skrzywdzisz, nikogo
włącznie z sobą. Bo to siebie krzywdzisz najbardziej…
Gdy skończyła mówić
popatrzyła się na Alexa swoimi smutnymi oczami i zwróciła się do niego:
- To dobry człowiek. Ale często o tym zapomina… Zdecydowanie
zbyt często. Uważaj na siebie…
Dzieci stały tam jeszcze chwilę lecz co chwilę były coraz
mniej widoczne, aż w końcu całkowicie zniknęły. Chłopiec wciąż zszokowany całą
sytuacją nie zauważył, że Vincent poruszył się i otworzył oczy.
-Co ty tu robisz? Myślałem że nie chcesz przebywać w moim
towarzystwie – Powiedział oschle mężczyzna
Alex gapił się na fioletowowłosego z otworzonymi ustami przez
dłuższą chwilę, zanim zorientował się co robi. Zawstydzony natychmiast spuścił
wzrok.
-Nie masz nic do powiedzenia? – Spytał Vincent, po dłuższej
chwili ciszy wyszeptał- Tak też myślałem
Chłopiec nagle przypomniał sobie słowa małej dziewczynki.
-Co… Co im zrobiłeś?- wyszeptał prawie niesłyszalnie
-Komu?- Zapytał mężczyzna z uśmiechem na twarzy
-Tym dzieciom. Widziałem je…- ponownie wyszeptał Alex
Vincent wyglądał na wstrząśniętego i zdezorientowanego.
Popatrzył w stronę noża leżącego obok niego na ziemi, a potem wymienił z
chłopcem porozumiewawcze spojrzenie, pełne bólu i smutku.
-Ty je zabiłeś –Alexowi załamał się głos – jesteś mordercą!
- Nie zrobiłem tego specjalnie! To był wypadek…
-Nikt ci nie uwierzy, a przynajmniej ja że ‘przez przypadek’
zabiłeś sześć osób – chłopak ledwo powstrzymywał się przed rzuceniem się do
gardła mężczyźnie
Chłopiec w świetle księżyca ujrzał nagle, że po policzkach
Vincenta spływają łzy. Widział niepewność i ból w jego oczach. Wiedział że
fioletowowłosy żałuje swojego czynu.
-Przepraszam- powiedział mężczyzna przez łzy- przepraszam…
Powtarzał to słowo coraz ciszej. Upadł na kolana i popatrzył
na swoje dłonie, w głowie wciąż widział ślady krwi i brunatną ciecz spływającą
po ostrzu noża. Starał odciągnąć od siebie te myśli ale nie potrafił. Pochylił
się nad ziemią i zamknął oczy. Gdy je otworzył Alex zauważył że zmieniły one
kolor z fiołkowego na rubinowy. Mężczyzna popatrzył na chłopca i wstawając podniósł nóż. Chłopak zaniepokojony, zrobił
krok do tyłu. Vincent wyszczerzył zęby w przerażającym uśmiechu, poczym poszedł
w stronę chłopca, który widząc to zaczął uciekać. Biegł prosto przed siebie,
nie zatrzymywał się i nie odwracał. Płuca paliły go z wysiłku, a przed oczami
robiło mu się ciemno. Alex wbiegł pomiędzy skały. Trafił w ślepy zaułek.
Fioletowowłosy dogonił go, i powoli zbliżał się do niego z uniesionym nożem.
Był już blisko. Nagle zamachnął się nożem. Chłopiec zamknął oczy i zacisnął
dłonie, lecz nic się nie stało. Usłyszał tylko jakiś metalowy przedmiot
uderzający w kamień. Otworzył oczy
i zrozumiał co się stało. Vincent właśnie podnosił się z ziemi, jego oczy były z powrotem w kolorze fiołków. W cieniu dostrzec można było czyjąś sylwetkę.
i zrozumiał co się stało. Vincent właśnie podnosił się z ziemi, jego oczy były z powrotem w kolorze fiołków. W cieniu dostrzec można było czyjąś sylwetkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz