'Bonnie'
Alex kopnął w drzwi zdrową nogą. Ubrał się i wyszedł z
pokoju. Przeszedł przez długi korytarz pełen drzwi, następnie zszedł po
schodach na dół gdzie mieściła się recepcja. Chłopak skierował się do drzwi
lecz w połowie drogi upadł na ziemię. Rozpłakał się, nic mu się nie udawało,
miał skręconą kostkę, Vincent odwrócił się do niego plecami. Nie wiedział co
robić, chciał zapaść się pod ziemię, nie mieć już żadnych problemów i
zmartwień. Zamknął oczy, w głowie miał pustkę. Gdy je otworzył zobaczył jakiś
cień, a potem usłyszał szelest. W najciemniejszym koncie coś siedziało! Nagle
dwa czerwone punkciki rozświetliły pomieszczenie. Alex wyraźnie zobaczył postać
siedzącą w kącie. Był to fioletowy królik. Nie miał twarzy i jednej ręki.
-N-Nie patrz się n-na mnie. J-jestem okropny- Powiedział
zniekształconym, metalicznym głosem
-To ty- Wyszeptał chłopiec-To ty jesteś Bonnie
-T-Tak to j-ja- Potwierdził animatronik- N-Nie boisz się
m-mnie?
- Kto ci to zrobił?- zapytał oszołomiony chłopak
-T-To oni, oni chcieli m-mnie zabić. O-Od zawsze m-miewali
dni-i w których coś szło-o nie tak- k
Światła w jego oczach słabły, a głos coraz bardziej się
zacinał.
-Przechodził tędy Vincent?- Spytał Alex
-P-Przecho-dził, p-płak-ał, z-z jego-o rąk-k s-spływ-ała-a k-krew… -Bonnie mówił coraz
ciszej, coraz mniej zrozumiale –W-w ręku t-trzy-mał ż-żyletkę, m-mówił ż-że…
Animatronki nie
dokończył. Jego oczy całkowicie zgasły, a pokój znów wypełnił się czernią.
Chłopiec nie dopiero teraz zobaczył krople krwi na posadzce. Nie zwracając
żadnej uwagi na ból wstał i podszedł do wyjścia. Gdy miał już otworzyć drzwi odwrócił
się za siebie i wyszeptał jedno, jedyne słowo na jakie było go stać – „żegnaj”.
Następnie wyszedł z budynku. Na dworze było zimno i bardzo ciemno. Mrok
rozświetlał tylko księżyc raz po raz wychodzący zza chmur.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz