niedziela, 29 marca 2015

Opowiadanie cz IV rozdział III
'Mike'


Mężczyzna wszedł do budynku i zdjął z twarzy chustę. Ku przerażeniu chłopca okazało się, że był to mężczyzna z kawiarni. Ten który zawsze nosił przy sobie długi nóż rzeźniczy. Jego niebieskie oczy spoglądały w stronę Alexa, który zaczął się cofać aż uderzył plecami w ścianę. Foxy podszedł do niego i zaprowadził go do pokoju w którym leżał Vincent. Chłopa zobaczył, że mężczyzna trzyma w ręce sporą apteczkę. Gdy Animatronik i łysy mężczyzna zniknęli za progiem chłopiec uspokoił się trochę.
-Kim on jest?- Spytał szeptem
-To Mike. Ostatni nocny stróż jaki pracował w pizzeri- Odpowiedział cicho Freddy
Alexowi ze zdziwienia zakręciło się w głowie. Nie wierzył, że on mógł być nocnym stróżem. Chłopiec stał w miejscu i patrzył w podłogę. Z zamyślenia wyrwał go Foxy wychodzący z pokoju. Tuż za nim wyszedł Mike.
- Niedługo jego stan powinien zacząć się poprawiać- Rzekł patrząc w stronę animatronów.
Ominął chłopca i poszedł w stronę biura gdzie znajdował się rekonstruktor. Wszedł do pomieszczenia. Zza drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Po chwili nastała absolutna cisza. Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia i udał się w stronę Chłopca.
- Pamiętasz tą akcję z nożem? Ee… no to ten…- Podrapał się po głowie i spuścił wzrok- Przepraszam…
Alex przyjął przeprosiny, lecz wciąż czół się nieswojo w jego towarzystwie. Starał się nie patrzeć w oczy Mike’owi. Było w nim coś takiego co zmuszało chłopca do ucieczki. Chica wzięła za rękę Alexa i zaprowadziła do kuchni. Gdy znaleźli się w jasnym pomieszczeniu, zamknęła drzwi. Posadziła chłopca pod ścianą, przy małym stoliku.
- Widzę że się go boisz… Ja też za nim nie przepadam…- wymamrotała i spojrzała w stronę zegara na ścianie- Dlatego cie stamtąd zabrałam
- Dlaczego on jest teraz potulny jak baranek? Jeszcze kilka dni temu groził mi nożem…- Zastanawiał się chłopak
-Gdyby nikt nie kontrolował zachowania Mike’a to on zniszczyłby wszystko wokół siebie… Łącznie z żywymi istotami- Wyjaśniła
Podeszła do metalowych drzwi prowadzących do chłodni. Gestem pokazała Alexowi by ruszył za nią. Chłopiec powoli ruszył za animatronikiem. Mijali metalowe półki pełne mrożonej pizzy i paczek warzyw. Doszli do rogu pomieszczenia gdy chłopiec z przerażeniem stwierdził że na ścianach były jakieś ciemnobrunatne smugi i zacieki. Wiedział że była to krew. Zrobiło mu się słabo i prawie upadł na ziemię. W ostatniej chwili Chica złapała go i zaczęła nieść na rękach. Prócz niego niosła tez małą niebieską skrzynkę. Gdy znaleźli się poza chłodnią otworzyła ją i wyciągnęła z niej jakiś przedmioty. Były to stare zdjęcia przedstawiające pracowników pizzeri. Na pierwszym z nich widać było Mike’a stojącego przed sceną z animatronikami. Jego kamienny wyraz twarzy był wciąż taki sam. Drugie z nich przedstawiało Fritz’a trzymającego maskę Freddy’ego i latarkę. Miał niepewny uśmiech, a jego wzrok uciekał gdzieś na bok. Lecz najciekawsze było trzecie. Był na nim jakiś mężczyzna, lecz jego twarz ktoś wydrapał, tak że widać było tylko czapkę i ciemne włosy. Alex domyślał się że mógłby to Jeremy. Było jeszcze jedno zdjęcie. Przedstawiało ono Vincenta bawiącego się nożem. Jego nieobecny wzrok wywoływał niepokój, a psychopatyczny uśmiech sprawił że chłopca przeszły ciarki. Zamyślił się na chwilę.
-Dlaczego te zdjęcia były w chłodni?- spytał półszeptem chłopiec
-Schowałam je tam. On chciał je wyrzucić. Przywoływały u niego bolesne wspomnienia…- Odpowiedziała- Ugryzienie w 87 wydarzyło się na jego oczach… Potem się zaczęło… On… on stał się psychopatą. Cudzy ból sprawiał mu przyjemność. Zaczął zabijać… Najpierw  Freddy, potem Bonnie, następnie ja, a na końcu Foxy. Marionetka dała nam drugie życie. Ona… ona umarła pierwsza… widziała jego twarz…- jej głos się załamał- zwabił nas i zabił. Potem stracił ostatnią bliską mu osobę… Starał się zachować spokój… Był optymistą…
- Współczuję mu… Znam to uczucie gdy zostaje się samemu…- wykrztusił Alex- W sumie każdy z nas jest w środku psychopatą. Ale wiemy o tym dopiero wtedy gdy świat odwraca się do nas plecami, a my zaczynamy myśleć co zrobiliśmy nie tak…
Ich rozmowę przerwał nagły huk. Wybiegli na korytarz i w pośpiechu udali się do pomieszczenia w którym leżał ranny. Jego skóra była bledsza niż ściany budynku. Leżał na podłodze, a rękę miał w małej kałuży krwi. W ręku trzymał żyletkę. W rogu pomieszczenia leżały poprzewracane kartony i skrzynie.
- Coś ty zrobił?!! Oddawaj to!- Krzyknęła Chica
- Ja chciałem skrócić wasze cierpienie... Wiem że cierpicie, musicie iść tam, na górę…- Wychrypiał Vincent- Przecież tego właśnie wszyscy chcecie?
Chica podeszła do niego i wyrwała mu z dłoni żyletkę. Cisnęła na korytarz i podniosła mężczyznę. Położyła go na łóżku i położyła mu rękę na ramieniu.
- Nie chcemy tego. Zostaniemy tu tak długo jak będzie trzeba…- Powiedziała uśmiechając się- Pomożemy ci choćby Niewinem co.
Po jego ustach błądził niepewny uśmiech. Spojrzał w stronę chłopca. Oczy mężczyzny nie były już pełne bólu ani smutku. Po raz pierwszy od dawna na jego twarzy pojawił się uśmiech.

2 komentarze:

  1. Osoba której sprawia satysfakcję cudze cierpienie nazywa się sadysta nie psychopata...

    OdpowiedzUsuń