'Wypadek'
Podeszła do krzaków odgarnęła je i zobaczyła fioletowowłosego
mężczyznę. Leżał na ziemi i próbował uwolnić nogę z sideł. Gdy ujrzał Alice
zaczął jeszcze bardziej klnąć i rozpaczliwie rzucać się próbując uwolnić się z
potrzasku. Lecz pułapka coraz mocniej zaciskała się na jego kostce, a rana
zaczęła się powiększać i coraz bardziej krwawić.
-Zostaw mnie! Błagam, odejdź! - Zawodził Vincent – Ja nie
chciałem, proszę oszczędź mnie…
- Wbrew pozorom nie jestem tu by się zemścić, tylko żeby ci
pomóc – powiedziała dziewczyna
-Sam sobie pomogę! Proszę zostaw mnie w spokoju- szlochał
coraz głośniej mężczyzna
- Nic ci nie zrobię- zielonooka uśmiechnęła się- Zaufaj mi.
Alice podeszła kilka kroków i uklęknęła przy fioletowowłosym. Obejrzała jego kostkę wokół której zaciśnięta
była ząbkowana obręcz. Po chwili zabrała się za uwolnienie jego nogi z pułapki.
Gdy skończyła przyjrzała się okropnej ranie.
-Trzeba będzie cię opatrzyć- Stwierdziła – Ta rana nie
wygląda dobrze…
Alex usłyszawszy ciche
pojękiwania podszedł do krzaków żeby ocenić co się stało. Gdy zobaczył
kałużę krwi zrobił się blady jak ściana i zakręciło mu się w głowie. Dziewczyna
pomagała właśnie wstać mężczyźnie gdy zobaczyła chłopca.
-Miałeś tam na mnie poczekać!- Syknęła- Dlaczego mnie nie
posłuchałeś?
-Ja tylko... Chciałem zobaczyć co się stało- powiedział
chłopak po czym spuścił głowę
- Vincent jest ranny. Pomożesz mi?- spytała Alice
Alex tylko pokiwał głową. Podszedł do mężczyzny i razem z
zielonooką pomogli mu wstać. Gdy fioletowowłosy stanął na chorej nodze jęknął z
bólu. Chłopiec starał się nie spoglądać w stronę krwi. Razem pomagali
przemieszczać się rannemu. Ich podróż była bardzo monotonna i męcząca. Był
wieczór kiedy stanęli na postój. Postanowili przenocować na dużej polanie
nieopodal drogi. Położyli Vincenta na trawie po czym zajęli się organizacją
pracy.
- Idź po drewno. Musimy rozpalić ognisko…- dziewczyna
zamyśliła się na chwilę
Chłopiec posłusznie zaczął zbierać patyki. Alice usiadła
zamyślona na kamieniu obok rzeki przepływającej środek polany. Z zamyślenia
wyrwał ją krzyk. Był to Alex. Gdy spojrzała w tamtą stronę zobaczyła że
chłopiec wpadł po pas do zimnej wody w rzece. Próbował dojść do brzegu lecz poślizgnął
się i wpadł cały do wody. Cały przemoczony i zziębnięty wyczołgał się na brzeg
i ruszył w stronę obozowiska, starając nie patrzyć się w oczy Alice. Po chwili
usiadł obok miejsca na ognisko. Przypomniał sobie że patyki które zebrał wpadły
do wody.
-Teraz do pilnowania mam dwie ofiary losu –Powiedziała
zielonooka ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem- Poczekajcie tu
chwilę, a ja nazbieram trochę drewna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz