czwartek, 19 marca 2015

Opowiadanie cz VI rozdział II
'Wypadek'


Podeszła do krzaków odgarnęła je i zobaczyła fioletowowłosego mężczyznę. Leżał na ziemi i próbował uwolnić nogę z sideł. Gdy ujrzał Alice zaczął jeszcze bardziej klnąć i rozpaczliwie rzucać się próbując uwolnić się z potrzasku. Lecz pułapka coraz mocniej zaciskała się na jego kostce, a rana zaczęła się powiększać i coraz bardziej krwawić.
-Zostaw mnie! Błagam, odejdź! - Zawodził Vincent – Ja nie chciałem, proszę oszczędź mnie…
- Wbrew pozorom nie jestem tu by się zemścić, tylko żeby ci pomóc – powiedziała dziewczyna
-Sam sobie pomogę! Proszę zostaw mnie w spokoju- szlochał coraz głośniej mężczyzna
- Nic ci nie zrobię- zielonooka uśmiechnęła się- Zaufaj mi.
Alice podeszła kilka kroków i uklęknęła przy fioletowowłosym.  Obejrzała jego kostkę wokół której zaciśnięta była ząbkowana obręcz. Po chwili zabrała się za uwolnienie jego nogi z pułapki. Gdy skończyła przyjrzała się okropnej ranie.
-Trzeba będzie cię opatrzyć- Stwierdziła – Ta rana nie wygląda dobrze…
Alex usłyszawszy ciche  pojękiwania podszedł do krzaków żeby ocenić co się stało. Gdy zobaczył kałużę krwi zrobił się blady jak ściana i zakręciło mu się w głowie. Dziewczyna pomagała właśnie wstać mężczyźnie gdy zobaczyła chłopca.
-Miałeś tam na mnie poczekać!- Syknęła- Dlaczego mnie nie posłuchałeś?
-Ja tylko... Chciałem zobaczyć co się stało- powiedział chłopak po czym spuścił głowę
- Vincent jest ranny. Pomożesz mi?- spytała Alice
Alex tylko pokiwał głową. Podszedł do mężczyzny i razem z zielonooką pomogli mu wstać. Gdy fioletowowłosy stanął na chorej nodze jęknął z bólu. Chłopiec starał się nie spoglądać w stronę krwi. Razem pomagali przemieszczać się rannemu. Ich podróż była bardzo monotonna i męcząca. Był wieczór kiedy stanęli na postój. Postanowili przenocować na dużej polanie nieopodal drogi. Położyli Vincenta na trawie po czym zajęli się organizacją pracy.
- Idź po drewno. Musimy rozpalić ognisko…- dziewczyna zamyśliła się na chwilę
Chłopiec posłusznie zaczął zbierać patyki. Alice usiadła zamyślona na kamieniu obok rzeki przepływającej środek polany. Z zamyślenia wyrwał ją krzyk. Był to Alex. Gdy spojrzała w tamtą stronę zobaczyła że chłopiec wpadł po pas do zimnej wody w rzece. Próbował dojść do brzegu lecz poślizgnął się i wpadł cały do wody. Cały przemoczony i zziębnięty wyczołgał się na brzeg i ruszył w stronę obozowiska, starając nie patrzyć się w oczy Alice. Po chwili usiadł obok miejsca na ognisko. Przypomniał sobie że patyki które zebrał wpadły do wody.
-Teraz do pilnowania mam dwie ofiary losu –Powiedziała zielonooka ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem- Poczekajcie tu chwilę, a ja nazbieram trochę drewna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz