wtorek, 24 marca 2015

Opowiadanie cz I rozdział III
'Powrót'


Podeszła do Vincenta i lekko szturchnęła go w ramię. Powoli otworzył oczy i usiadł. Był blady, a oczy miał podkrążone.
-C.. co się dzieje?- Wymamrotał
- Wstawaj, idziemy- oschle powiedziała dziewczyna
Mężczyzna spróbował się podnieść, lecz gdy tylko ruszył zranioną nogą syknął z bólu. Alex podszedł do niego i pomógł mu wstać. Gdy stał już na dwóch nogach z pomocą chłopca ruszył za Alice w stronę drogi. O świcie dotarli na parking pizzeri. Było cicho. Od czasu do czasu tą cisze przerywały samochody zgubionych turystów. W te lasy nikt się nie zapuszczał. Chłopiec poczuł nagle ból w skroni, wiedział już co się dzieje. Chwilę potem usłyszał ten sam wysoki dźwięk i ujrzał pod budynkiem ciemną postać, lecz z tym razem miała ona czerwonawe oczy. Spojrzał szybko w stronę dziewczyny. Jej oczy rozbłysły żółtym blaskiem, a ciało zmieniło się w cień. Alex zacisnął oczy i nie otwierał ich dopóki piszczący odgłos nie ustał. Gdy otworzył powieki od razu podbiegł do mężczyzny i pomógł mu wstać. Przeniósł go ostatkiem sił pod drzewo rosnące w pobliżu. Usiadł obok niego, oparł głowę o drzewo i zaczął myśleć co zrobić dalej. Z tego rozmyślania wyrwał go dźwięk samochodu wjeżdżającego na parking. Auto zatrzymało się, a z jego wnętrza wysiadł Rekonstruktor .
-Co ty tu robisz? Dlaczego nie jesteś w środku? Kim jest…- Nie dokończył
Podbiegł do Vincenta i przerażony przyglądał mu się dłuższą chwilę.
-Co mu się stało?- Spytał przejęty
- W lesie wpadł w sidła zastawione przez myśliwych- Odpowiedział krótko chłopiec
- Co on właściwie tutaj robi?!! Nie powinno go tutaj być…- Krzyknął
Vincent wciąż leżał nieprzytomny. Jego oddech był niespokojny i przerywany. Raz po raz dławił się powietrzem. Nagle otworzył oczy spojrzał na drugiego mężczyznę i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, lecz z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk.
- Po co tu przyszedłeś? Dlaczego to zrobiłeś? – Zapytał szeptem Rekonstruktor
-J..ja muszę pomóc… Ja m… muszę…- Wyszeptał ledwo słyszalnie fioletowowłosy- N… nie mogłem… zostawić…
Zamknął oczy. Alex wiedział że nie zostało mu dużo czasu. Podszedł do drzwi pizzeri. Otworzył je na oścież i popatrzył w głąb ciemnego budynku. Zobaczył trzy pary świecących punkcików. Dobrze wiedział, że były to oczy animatroników. Zaczęły zbliżać się wolno w jego stronę.
- Dlaczego to robicie?- Spytał ledwo trzymając się na nogach- Dlaczego chcecie nas zniszczyć? Co się z wami stało?
Usłyszał że animatroniki zatrzymały się. W rogu pojawiła się jeszcze jedna para oczu. Żółta.
- M-my n-nie chc-emy cię zniszczy-ć- Rozległ się metaliczny głos- My ch-chcemy j-jego
Chłopiec nie musiał długo myśleć żeby wiedzieć, że chodzi o Vincenta.
-T-tylko kie-kiedy on zgi-nie m-my będzie-my w-wolni- Znów powiedział głos do złudzenia podobny do rozrywania metalowej blachy- T-to on n-nas zab-ił. R-raz pozwoliliśmy m-mu żyć… L-lecz t-tylko na ja-kiś cz-czas… Jesteśmy tylko zagu-bionymi d-duszami, które p-powoli tracą n-nad sobą kon-trolę
Ich głos coraz mniej się zacinał. Znów zaczęły się zbliżać. W świetle wstającego dnia widać już było ich sylwetki. Alex dopiero teraz zorientował się że przewyższają one przeciętnego człowieka o głowę. Springtrap upadł na kolana, zaraz po nim na kolana opadła cała reszta. Łącznie z Foxy’m siedzącym w ukryciu. Z oczu animatroników zaczęły cieknąć najprawdziwsze łzy. Zaczęły głośno zawodzić i wyć.
-My nie chcemy… my nie chcemy być tacy jak on- Jęczały- Chcemy być szczęśliwi, nie chcemy by postrzegano nas jak potwory. Przepraszamy…

1 komentarz: