Opowiadanie cz III rozdział III
'Ranny'
-Dzień dobry-
Powiedziała Chica- Pomógłbyś mi znaleźć środek przeciwzapalny, maść i wodę
utlenioną?
-Oczywiście-
Odpowiedział chłopak
Leki których szukali
był w szafce nad ogromnym piecem. Całe szczęście nie były jeszcze
przeterminowane.
-Chodź za mną, trzeba
zmienić opatrunek Vincentowi- Rzekła i ruszyła w stronę wyjścia z
pomieszczenia.
Chłopak posłusznie
podążał za nią. Przeszli korytarz mijając resztę animatroników, poczym weszli
do małego ciemnego pokoju. W koncie na starym ledwo trzymającym się w całości
łóżku leżał fioletowowłosy. Odkąd Alex go poznał nigdy nie widział go w takim
stanie. Jego skóra przybrała nienaturalnie blady odcień, włosy zrobiły się
matowe, oczy miał podkrążone, a policzki zapadnięte. Wyglądał jak cień siebie.
Chica podeszła do niego i zaczęła zmieniać opatrunek. Chłopiec jeszcze przez
chwilę przyglądał się jego wychudzonej twarzy po czym odwrócił wzrok. Cały czas
za te wszystkie nieszczęścia, które wszystkich spotkały winił siebie. Zaczął
myśleć co mógł zrobić by do tego wszystkiego nie dopuścić. Co mógł zrobić, ale
tego nie zrobił.
-Nie chciałabym cię
martwić, ale niestety jest coraz gorzej- Przerwała mu Chica- Jeszcze wczoraj
był w stanie utrzymać pełną świadomość. Dzisiaj albo jest nieprzytomny albo
śpi.
-Trzeba dzwonić po
lekarzy lub po pogotowie- Stwierdził
-To nic nie da. Nie
dojadą tu, jesteśmy w lesie. A gdy nawet dojada to co im powiesz? Że jesteś w
opuszczonej pizzeri z fioletowowłosym mężczyzną i maszynami o ludzkich duszach?
Oni nie wezmą tego na poważnie. – Zaprzeczyła
-Ale…- zaczął
chłopiec, lecz zamilkł widząc poważną minę Chici
Do pokoju wbiegł Foxy
i wymamrotał coś, że Rekonstrukror jest już przytomny, poczym wybiegł na
korytarz. Alex podążył za animatronikami do biura. Chłopiec przypomniał sobie
metaliczny głos i kroki. Nie pasował on do żadnego z animatronów. Nagle
spostrzegł że w koncie siedzi mężczyzna z bliznami. Kolana miał podciągnięte
pod szyję i trząsł się ze strachu. Szeptał coś pod nosem o tym że nic o tym nie
wiedział. Chłopiec powoli do niego podszedł. Stał przez chwilę przed nim, lecz
mężczyzna nie zwracał na niego uwagi. Cały czas patrzył gdzieś w głąb pokoju.
-Alex, co tu się
stało?- Wyszeptał Rekonstruktor. Cały czas miał nieobecny wzrok
Chłopak opowiedział mu
dokładnie co działo się od jego wyjazdu. Mężczyzna wyglądał na wstrząśniętego,
lecz potem to uczucie zmieniło się w zdziwienie. Nie mógł uwierzyć czego tak
naprawdę się podjął. Już wcześniej wiedział o dziwnych i niewyjaśnionych
tajemnicach pizzeri, lecz nie myślał, że chodzi o tak przerażające sprawy.
Dopiero teraz do niego dotarło, że gdyby nigdy nie spotkał Alexa, Vincent nie
przybyłby do pizzeri i teraz nie byłby ranny, a on nie wiedziałby teraz o
duszach zamieszkujących animatroniki. Gdy chłopiec skończył Rekonstruktor jeszcze
przez chwilę siedział zszokowany. Następnie objął wzrokiem całe pomieszczenie.
-Skąd tak właściwie
wiedziałeś jak wyglądały poprzednie budynki?- Zapytał cicho Alex, wyrywając z
zamyślenia mężczyzne.
-Na aukcji po pożarze
domu strachów kupiłem Springtrapa, części kostiumów i plany dwóch pizzeri.
–wyszeptał wciąż oszołomiony mężczyzna z bliznami- Nie wiedziałem, że tak to
się skończy…
Freddy wszedł do
pokoju i zaprowadził Alexa do wyjścia zamykając za sobą drzwi. Czekali tam
Foxy, Chica i Springtrap.
-Co się stało?-
Zapytał zaniepokojony chłopiec
- Z nim jest coraz
gorzej, coraz trudniej jest mu oddychać- Powiedziała spokojnie Chica- Ledwo
utrzymujemy go przy życiu. Robimy co w naszej mocy…
- Vincent pytał czy
mógłby z tobą porozmawiać- Przerwał szybko Foxy- Odpowiedzieliśmy że cię do
niego przyprowadzimy
Freddy popchnął lekko
chłopca w stronę małego pokoju. Alex posłusznie poszedł korytarzem i otworzył –
jak się okazało- dość ciężki drzwi. Tym razem, przez małe niewidoczne na
pierwszy rzut oka okno, do pokoju wpadało trochę światła z zewnątrz. Mężczyzna
miał krótki, urywany i nieregularny oddech. Czasami się krztusił, wyglądał to
jakby dusił się powietrzem. Widać było że wyczuł obecność chłopca ponieważ
uśmiechnął się.
- Muszę.. ci coś dać…-
wyszeptał
Chłopak powoli
podszedł do niego. Vincent wepchnął mu do ręki zgniecioną kartkę. I otworzył
oczy. Posłał Alexowi porozumiewawcze spojrzenie. Chłopiec powoli wyszedł z
pokoju i rozwinął kartkę. Był to skrawek papieru na którym nabazgrany był jakiś
numer telefonu. Chłopak ruszył w stronę biura gdzie – jak wcześniej się
dowiedział- znajdował się telefon. Gdy wszedł do właściwego pomieszczenia
zobaczył na stole stary czarny telefon. Wykręcił numer z kartki poczym zaczął
czekał. Rozległ się pierwszy sygnał, nic się nie działo. Drugi sygnał, wciąż
było cicho po drugiej stronie. Za trzecim sygnałem Alex usłyszał męski głos.
Był prawie pewien, że gdzieś już słyszał ten głos.
- Halo, kto mówi?-
Spytał głos
- M… mówi Alex-
Odpowiedział niepewnie chłopiec
- Czego chcesz? Na
żarty ci się zebrało dzieciaku?- Ponownie spytał rozmówca. Tym razem w jego
głosie słychać było nutę złości
- Dzwonię… w sprawie…-
zaczął, ale szybko się poprawił- Vincent jest ciężko ranny. Dał mi ten numer.
- Gdzie jesteście?-
spytał głos
- W Freddy’s Fazbear
Reconstruction- Odpowiedział Alex
- Już jadę- Powiedział
mężczyzna i rozłączył się
Po głowie chłopca chodziło wiele pytań. Dlaczego wydawało mu się, że
powinien uciekać? Czemu ten głos wydawał mu się taki znajomy? Kim jest ten
mężczyzna? Nie znał odpowiedzi na żadne. Było około 16 gdy usłyszeli samochód
parkujący przed pizzerią.