poniedziałek, 30 marca 2015

Opowiadanie cz V rozdział III
'Emma'



. Do pokoju wbiegł Mike i Rekonstruktor.
- Co się stało? Wszyscy żyją?- Krzyknął Rekonstruktor
Spojrzał na krew na podłodze, a potem na Vincenta. Na jego twarzy malowała się wściekłość. Próbował sprawiać wrażenie obojętnego, lecz nie wychodziło mu to.
- Co się stało?- Spytał ponownie mężczyzna, tym razem przez zaciśnięte zęby
- Nie awanturuj się tak Scott- Powiedział Springtrap wchodzący do pokoju
- Scott?!!- powiedział Alex- To jest twoje imię?
- Zabiję cię durny robocie!- krzyknął mężczyzna i zacisnął dłonie w pięści
- Ale ja już jestem martwy, więc nie da się mnie zabić- zaprzeczył animatronik
Mike, chcąc uniknąć nieprzyjemnej sytuacji wyprowadził Rekonstruktora na korytarz. Po chwili słychać było podniesiony głos Scott’a i Mike’a próbującego go uspokoić. Chłopiec spojrzał w stronę Vincenta który ledwo powstrzymywał śmiech.
-Dlaczego on nie chciał by jego imię zostało wyjawione?- Zapytał chłopak
-To dłuższa historia…- powiedział fioletowo włosy chichocząc od czasu do czasu
Chica wyprowadziła Alexa z pokoju, na opustoszały już korytarz. Gdy opuścili pomieszczenie ranny wybuchnął śmiechem. Chica posłała Vincentowi groźne spojrzenie i zaprowadziła chłopca do holu. Stali dłuższą chwilę w milczeniu jakby oczekiwali na coś. Nagle niespodziewanie rozniosło się ciche pukanie do drzwi pizzeri. Chłopak podszedł powoli do ciężkich drzwi i uchylił je. Przed nim stała niska dziewczynka o błękitnych oczach i długich blond włosach. Miała na sobie podarta niebieską sukienkę. Wyglądała na  10 lat. Cofnęła się o krok, potknęła się o własne nogi i upadła na ziemię. Chłopiec podszedł do niej i pomógł jej wstać.
-Co ty tutaj robisz?- spytał zdziwiony chłopak
- J.. ja – zaczęła – nie wiem co się stało.. obudziłam się w tym lesie… nic nie pamiętam…
- Jak masz na imię? – zapytał
- Jestem Emma- powiedziała szybko
- A ja Alex- Powiedział chłopiec i uśmiechnął się

niedziela, 29 marca 2015

Opowiadanie cz IV rozdział III
'Mike'


Mężczyzna wszedł do budynku i zdjął z twarzy chustę. Ku przerażeniu chłopca okazało się, że był to mężczyzna z kawiarni. Ten który zawsze nosił przy sobie długi nóż rzeźniczy. Jego niebieskie oczy spoglądały w stronę Alexa, który zaczął się cofać aż uderzył plecami w ścianę. Foxy podszedł do niego i zaprowadził go do pokoju w którym leżał Vincent. Chłopa zobaczył, że mężczyzna trzyma w ręce sporą apteczkę. Gdy Animatronik i łysy mężczyzna zniknęli za progiem chłopiec uspokoił się trochę.
-Kim on jest?- Spytał szeptem
-To Mike. Ostatni nocny stróż jaki pracował w pizzeri- Odpowiedział cicho Freddy
Alexowi ze zdziwienia zakręciło się w głowie. Nie wierzył, że on mógł być nocnym stróżem. Chłopiec stał w miejscu i patrzył w podłogę. Z zamyślenia wyrwał go Foxy wychodzący z pokoju. Tuż za nim wyszedł Mike.
- Niedługo jego stan powinien zacząć się poprawiać- Rzekł patrząc w stronę animatronów.
Ominął chłopca i poszedł w stronę biura gdzie znajdował się rekonstruktor. Wszedł do pomieszczenia. Zza drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Po chwili nastała absolutna cisza. Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia i udał się w stronę Chłopca.
- Pamiętasz tą akcję z nożem? Ee… no to ten…- Podrapał się po głowie i spuścił wzrok- Przepraszam…
Alex przyjął przeprosiny, lecz wciąż czół się nieswojo w jego towarzystwie. Starał się nie patrzeć w oczy Mike’owi. Było w nim coś takiego co zmuszało chłopca do ucieczki. Chica wzięła za rękę Alexa i zaprowadziła do kuchni. Gdy znaleźli się w jasnym pomieszczeniu, zamknęła drzwi. Posadziła chłopca pod ścianą, przy małym stoliku.
- Widzę że się go boisz… Ja też za nim nie przepadam…- wymamrotała i spojrzała w stronę zegara na ścianie- Dlatego cie stamtąd zabrałam
- Dlaczego on jest teraz potulny jak baranek? Jeszcze kilka dni temu groził mi nożem…- Zastanawiał się chłopak
-Gdyby nikt nie kontrolował zachowania Mike’a to on zniszczyłby wszystko wokół siebie… Łącznie z żywymi istotami- Wyjaśniła
Podeszła do metalowych drzwi prowadzących do chłodni. Gestem pokazała Alexowi by ruszył za nią. Chłopiec powoli ruszył za animatronikiem. Mijali metalowe półki pełne mrożonej pizzy i paczek warzyw. Doszli do rogu pomieszczenia gdy chłopiec z przerażeniem stwierdził że na ścianach były jakieś ciemnobrunatne smugi i zacieki. Wiedział że była to krew. Zrobiło mu się słabo i prawie upadł na ziemię. W ostatniej chwili Chica złapała go i zaczęła nieść na rękach. Prócz niego niosła tez małą niebieską skrzynkę. Gdy znaleźli się poza chłodnią otworzyła ją i wyciągnęła z niej jakiś przedmioty. Były to stare zdjęcia przedstawiające pracowników pizzeri. Na pierwszym z nich widać było Mike’a stojącego przed sceną z animatronikami. Jego kamienny wyraz twarzy był wciąż taki sam. Drugie z nich przedstawiało Fritz’a trzymającego maskę Freddy’ego i latarkę. Miał niepewny uśmiech, a jego wzrok uciekał gdzieś na bok. Lecz najciekawsze było trzecie. Był na nim jakiś mężczyzna, lecz jego twarz ktoś wydrapał, tak że widać było tylko czapkę i ciemne włosy. Alex domyślał się że mógłby to Jeremy. Było jeszcze jedno zdjęcie. Przedstawiało ono Vincenta bawiącego się nożem. Jego nieobecny wzrok wywoływał niepokój, a psychopatyczny uśmiech sprawił że chłopca przeszły ciarki. Zamyślił się na chwilę.
-Dlaczego te zdjęcia były w chłodni?- spytał półszeptem chłopiec
-Schowałam je tam. On chciał je wyrzucić. Przywoływały u niego bolesne wspomnienia…- Odpowiedziała- Ugryzienie w 87 wydarzyło się na jego oczach… Potem się zaczęło… On… on stał się psychopatą. Cudzy ból sprawiał mu przyjemność. Zaczął zabijać… Najpierw  Freddy, potem Bonnie, następnie ja, a na końcu Foxy. Marionetka dała nam drugie życie. Ona… ona umarła pierwsza… widziała jego twarz…- jej głos się załamał- zwabił nas i zabił. Potem stracił ostatnią bliską mu osobę… Starał się zachować spokój… Był optymistą…
- Współczuję mu… Znam to uczucie gdy zostaje się samemu…- wykrztusił Alex- W sumie każdy z nas jest w środku psychopatą. Ale wiemy o tym dopiero wtedy gdy świat odwraca się do nas plecami, a my zaczynamy myśleć co zrobiliśmy nie tak…
Ich rozmowę przerwał nagły huk. Wybiegli na korytarz i w pośpiechu udali się do pomieszczenia w którym leżał ranny. Jego skóra była bledsza niż ściany budynku. Leżał na podłodze, a rękę miał w małej kałuży krwi. W ręku trzymał żyletkę. W rogu pomieszczenia leżały poprzewracane kartony i skrzynie.
- Coś ty zrobił?!! Oddawaj to!- Krzyknęła Chica
- Ja chciałem skrócić wasze cierpienie... Wiem że cierpicie, musicie iść tam, na górę…- Wychrypiał Vincent- Przecież tego właśnie wszyscy chcecie?
Chica podeszła do niego i wyrwała mu z dłoni żyletkę. Cisnęła na korytarz i podniosła mężczyznę. Położyła go na łóżku i położyła mu rękę na ramieniu.
- Nie chcemy tego. Zostaniemy tu tak długo jak będzie trzeba…- Powiedziała uśmiechając się- Pomożemy ci choćby Niewinem co.
Po jego ustach błądził niepewny uśmiech. Spojrzał w stronę chłopca. Oczy mężczyzny nie były już pełne bólu ani smutku. Po raz pierwszy od dawna na jego twarzy pojawił się uśmiech.

sobota, 28 marca 2015

Opowiadanie cz III rozdział III
'Ranny'


-Dzień dobry- Powiedziała Chica- Pomógłbyś mi znaleźć środek przeciwzapalny, maść i wodę utlenioną?
-Oczywiście- Odpowiedział chłopak
Leki których szukali był w szafce nad ogromnym piecem. Całe szczęście nie były jeszcze przeterminowane.
-Chodź za mną, trzeba zmienić opatrunek Vincentowi- Rzekła i ruszyła w stronę wyjścia z pomieszczenia.
Chłopak posłusznie podążał za nią. Przeszli korytarz mijając resztę animatroników, poczym weszli do małego ciemnego pokoju. W koncie na starym ledwo trzymającym się w całości łóżku leżał fioletowowłosy. Odkąd Alex go poznał nigdy nie widział go w takim stanie. Jego skóra przybrała nienaturalnie blady odcień, włosy zrobiły się matowe, oczy miał podkrążone, a policzki zapadnięte. Wyglądał jak cień siebie. Chica podeszła do niego i zaczęła zmieniać opatrunek. Chłopiec jeszcze przez chwilę przyglądał się jego wychudzonej twarzy po czym odwrócił wzrok. Cały czas za te wszystkie nieszczęścia, które wszystkich spotkały winił siebie. Zaczął myśleć co mógł zrobić by do tego wszystkiego nie dopuścić. Co mógł zrobić, ale tego nie zrobił.
-Nie chciałabym cię martwić, ale niestety jest coraz gorzej- Przerwała mu Chica- Jeszcze wczoraj był w stanie utrzymać pełną świadomość. Dzisiaj albo jest nieprzytomny albo śpi.
-Trzeba dzwonić po lekarzy lub po pogotowie- Stwierdził
-To nic nie da. Nie dojadą tu, jesteśmy w lesie. A gdy nawet dojada to co im powiesz? Że jesteś w opuszczonej pizzeri z fioletowowłosym mężczyzną i maszynami o ludzkich duszach? Oni nie wezmą tego na poważnie. – Zaprzeczyła
-Ale…- zaczął chłopiec, lecz zamilkł widząc poważną minę Chici
Do pokoju wbiegł Foxy i wymamrotał coś, że Rekonstrukror jest już przytomny, poczym wybiegł na korytarz. Alex podążył za animatronikami do biura. Chłopiec przypomniał sobie metaliczny głos i kroki. Nie pasował on do żadnego z animatronów. Nagle spostrzegł że w koncie siedzi mężczyzna z bliznami. Kolana miał podciągnięte pod szyję i trząsł się ze strachu. Szeptał coś pod nosem o tym że nic o tym nie wiedział. Chłopiec powoli do niego podszedł. Stał przez chwilę przed nim, lecz mężczyzna nie zwracał na niego uwagi. Cały czas patrzył gdzieś w głąb pokoju.
-Alex, co tu się stało?- Wyszeptał Rekonstruktor. Cały czas miał nieobecny wzrok
Chłopak opowiedział mu dokładnie co działo się od jego wyjazdu. Mężczyzna wyglądał na wstrząśniętego, lecz potem to uczucie zmieniło się w zdziwienie. Nie mógł uwierzyć czego tak naprawdę się podjął. Już wcześniej wiedział o dziwnych i niewyjaśnionych tajemnicach pizzeri, lecz nie myślał, że chodzi o tak przerażające sprawy. Dopiero teraz do niego dotarło, że gdyby nigdy nie spotkał Alexa, Vincent nie przybyłby do pizzeri i teraz nie byłby ranny, a on nie wiedziałby teraz o duszach zamieszkujących animatroniki. Gdy chłopiec skończył Rekonstruktor jeszcze przez chwilę siedział zszokowany. Następnie objął wzrokiem całe pomieszczenie.
-Skąd tak właściwie wiedziałeś jak wyglądały poprzednie budynki?- Zapytał cicho Alex, wyrywając z zamyślenia mężczyzne.
-Na aukcji po pożarze domu strachów kupiłem Springtrapa, części kostiumów i plany dwóch pizzeri. –wyszeptał wciąż oszołomiony mężczyzna z bliznami- Nie wiedziałem, że tak to się skończy…
Freddy wszedł do pokoju i zaprowadził Alexa do wyjścia zamykając za sobą drzwi. Czekali tam Foxy, Chica i Springtrap.
-Co się stało?- Zapytał zaniepokojony chłopiec
- Z nim jest coraz gorzej, coraz trudniej jest mu oddychać- Powiedziała spokojnie Chica- Ledwo utrzymujemy go przy życiu. Robimy co w naszej mocy…
- Vincent pytał czy mógłby z tobą porozmawiać- Przerwał szybko Foxy- Odpowiedzieliśmy że cię do niego przyprowadzimy
Freddy popchnął lekko chłopca w stronę małego pokoju. Alex posłusznie poszedł korytarzem i otworzył – jak się okazało- dość ciężki drzwi. Tym razem, przez małe niewidoczne na pierwszy rzut oka okno, do pokoju wpadało trochę światła z zewnątrz. Mężczyzna miał krótki, urywany i nieregularny oddech. Czasami się krztusił, wyglądał to jakby dusił się powietrzem. Widać było że wyczuł obecność chłopca ponieważ uśmiechnął się.
- Muszę.. ci coś dać…- wyszeptał
Chłopak powoli podszedł do niego. Vincent wepchnął mu do ręki zgniecioną kartkę. I otworzył oczy. Posłał Alexowi porozumiewawcze spojrzenie. Chłopiec powoli wyszedł z pokoju i rozwinął kartkę. Był to skrawek papieru na którym nabazgrany był jakiś numer telefonu. Chłopak ruszył w stronę biura gdzie – jak wcześniej się dowiedział- znajdował się telefon. Gdy wszedł do właściwego pomieszczenia zobaczył na stole stary czarny telefon. Wykręcił numer z kartki poczym zaczął czekał. Rozległ się pierwszy sygnał, nic się nie działo. Drugi sygnał, wciąż było cicho po drugiej stronie. Za trzecim sygnałem Alex usłyszał męski głos. Był prawie pewien, że gdzieś już słyszał ten głos.
- Halo, kto mówi?- Spytał głos
- M… mówi Alex- Odpowiedział niepewnie chłopiec
- Czego chcesz? Na żarty ci się zebrało dzieciaku?- Ponownie spytał rozmówca. Tym razem w jego głosie słychać było nutę złości
- Dzwonię… w sprawie…- zaczął, ale szybko się poprawił- Vincent jest ciężko ranny. Dał mi ten numer.
- Gdzie jesteście?- spytał głos
- W Freddy’s Fazbear Reconstruction- Odpowiedział Alex
- Już jadę- Powiedział mężczyzna i rozłączył się
Po głowie chłopca chodziło wiele pytań. Dlaczego wydawało mu się, że powinien uciekać? Czemu ten głos wydawał mu się taki znajomy? Kim jest ten mężczyzna? Nie znał odpowiedzi na żadne. Było około 16 gdy usłyszeli samochód parkujący przed pizzerią.

piątek, 27 marca 2015

Opowiadanie cz II rozdział III
'Ratunek'


Alex podjął się najbardziej ryzykownej decyzji w swoim życiu. Podszedł kolejno do Freddy’ego, Chici, Springtrapa i Foxy’ego i przytulił się do nich. Animatroniki zdziwione reakcją chłopca uspokoiły się i spojrzały na siebie.
-Dlaczego to r-robisz? Czy po tym co zrobiliśmy ty wciąż nas lubisz?- Spytała Chica
- Każdemu trzeba dać drugą szansę- Wyszeptał z uśmiechem chłopiec- Na nikim nie można od razu stawiać krzyżyka
Chica uśmiechnęła się i wstała. Zaraz po niej zrobili to Springtrap i Freddy. Poszli w stronę drzewa gdzie leżał Vincent. Lecz Foxy cały czas siedział. Unikał wzroku Alexa i miał spuszczoną głowę.
-Co się stało? Dlaczego nie idziesz z nimi?- Zapytał spokojnie chłopiec
-On mnie nienawidzi- Wyjęczał lis- Zawiodłem go… Zawiodłem wszystkich… Oni mnie nienawidzili za to że mu pomagałem
- On wciąż cię lubi. Musimy mu pomóc- Zapewnił go Alex- On umiera, bez twojej pomocy nic nie zdziałamy
- Umiera?!! Co mu się stało?!!- Foxy był wyraźnie zszokowany tą wiadomością
- Ma prawie zmiażdżoną kostkę. Wpadł w sidła zastawione przez kłusowników- Wymamrotał chłopiec po czym pomógł wstać z kolan animatronikowi
Szybko podeszli do drzewa. Alex zobaczył, że rekonstruktor leży nieprzytomny na ziemi i wymienił ze Springtrapem groźne spojrzenie.
- No co?!! To nie moja wina, że zemdlał gdy nas zobaczył!- Krzyknął Springtrap
Chłopiec westchnął i przewrócił oczami. Podszedł w ich stronę i spojrzał w stronę rannego. Freddy trzymał go za ramiona by się nie rzucał. Gdy Chica opatrywała jego ranę od czasu do czasu pojękiwał. Gdy skończyła dokładnie zabandażowała nogę Vincenta, a Freddy wziął go na ręce i zaniósł do wnętrza pizzeri. Springtrap zrobił to samo z drugim mężczyzną. Chłopiec przez dłuższą chwilę zastanawiał się skąd animatroniki wzięły bandaże i wodę utlenioną. Wchodząc do budynku spostrzegł że apteczka -znajdująca się wcześniej w holu- zniknęła.

Ponieważ zasilanie i ogrzewanie były wyłączone, w środku budynku było ciemno i zimno. Chłopak by nie wywrócić się ponownie szedł przez korytarz dotykając ściany. Nagle zaczął kaszleć. Przypomniał sobie swój upadek do rzeki. W duchu modlił się by nie okazało się że jest poważnie chory. Nagle zapaliło się światło, to Chica włączyła zasilanie budynku.
-Dlaczego siedzieliście w ciemności?- Zapytał chłopiec
- To pomagało nam się opanować…- Odpowiedziała i rozmyśliła się- A dlaczego ty kaszlesz? Czy jesteś chory?
-Wszystko jest w porządku…- zaczął chłopak
-Nic nie jest w porządku- przerwała Chica- Widzę że jesteś głodny i zmęczony, musisz odpocząć i coś zjeść. Chodź za mną.
Alex nie zaprzeczając ruszył za nią. Doszli do kuchni. Tak jak mówił przed wyjazdem Rekonstruktor, światło w tym miejscu nie działało.
-Ehh… znowu to samo… poczekaj tu, a ja zrobię ci coś do jedzenia- westchnęła
Z kuchni dochodziły dziwne hałasy, a nawet dźwięk tłuczonego szkła. Po dłuższej chwili Chica wyszła z pomieszczenia z parującą pizza. Zaprowadziła chłopca do pokoju z wieloma stołami na których stały czapeczki urodzinowe i papierowe talerzyki. Posadziła chłopca przy stole w rogu pomieszczenia i położyła przed nim pizzę. Chłopiec, który nie jadł nic od kilku dni od razu rzucił się na jedzenie. Gdy już skończył jeść podziękował i spytał o miejsce w którym mógłby się trochę przespać. Chica zaprowadziła go do Pirat Cove gdzie ułożyła go na stercie podartego materiału. Alex po raz pierwszy od wielu dni mógł spokojnie spać, nie martwiąc się o nic. Było po 13 gdy obudziło go zamieszanie powoli otworzył oczy i wyszedł na korytarz. Zobaczył Foxy’ego i Springtrap’a którzy starali się naprawić drzwi wyrwane z zawiasów. Chłopiec zbyt dobrze pamiętał te drzwi. To był pokój z otwartym szybem wentylacji, tym którym uciekał jeszcze kilka dni przed nimi- animatronikami.
- Widzę że nareszcie się obudziłeś- Powiedział Freddy, który szedł właśnie z naprzeciwka
-Tak- Odparł krótko chłopak
To było jedyne słowo jakie potrafił z siebie wydusić. Szybko ruszył na poszukiwanie Chici. Udał się w stronę kuchni gdzie –o dziwo- było zapalone światło. Chica krzątała się po kuchni w poszukiwaniu czegoś. Gdy zauważyła Alexa od razu się uśmiechnęła. Teraz chłopiec bezpiecznie czuł się tylko w jej towarzystwie. Do Foxy’ego powoli tracił zaufanie.