czwartek, 25 czerwca 2015

Opowiadanie cz VI rozdział IV
'Dziwna Rozmowa'


Chłopiec wolał już nie pytać. Popatrzył na Vincenta i bez słowa ruszył z powrotem do budynku. Mężczyzna podszedł szybko do Alexa i zatrzymał go, łapiąc go lekko za ramię. Uśmiechnął się i westchnął.
- Dobrze cię znów widzieć… - wyszeptał i wcisnął w dłoń chłopca jakiś zimny przedmiot, po czym zasalutował i szybko pobiegł w las.
Chłopak, lekko zdziwiony tą sytuacją otworzył dłoń i ujrzał nową, błyszczącą śrubę. Alex sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z niej swoje poprzednie znalezisko z magazynu. Przedmioty były identyczne! Tak samo błyszczące, ciężkie i nowe.  Słońce zaczęło wychodzić z za horyzontu, więc chłopiec puścił się pędem do pizzeri w obawie że ktoś zacznie go o coś podejrzewać. Szedł właśnie korytarzem gdy usłyszał czyjąś rozmowę. Była praktycznie niesłyszalna. Słyszał tylko strzępy cichych słów, lecz rozpoznał że są one wypowiadane nerwowo, z wielkim smutkiem i bólem. Chłopak ostrożnie uchylił drzwi biura zza których dobiegała rozmowa. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył Rekonstruktora siedzącego na krześle i zakrywającego twarz dłońmi i Mike’a, który opierając się o ścianę wyglądał na bardziej zagubionego i bezbronnego niż dziecko które zgubiło się we mgle.
- Jak to się mogło stać? – wyszeptał załamany Scott- To moja wina… Gdybym tylko nie zaciągnął tu tego dzieciaka… wszystko byłoby dobrze… Gdybym nie był tak głupi… i nie szukał jego syna… On się nie nadaje. On tylko i wyłącznie przynosi hańbę swojej rodzinie…
Chłopiec nie potrzebował wiele namysłów by zorientować się, że mężczyzna mówi właśnie o nim. Te słowa jednocześnie go zabolały, jak i wzbudziły w nim intrygę.
- Scott, uspokój się. To nie twoja wina… Przecież on nawet nie wie kim byli jego ojciec i matka. – powiedział spokojnie Mike patrząc pustym wzrokiem w ziemię- A poza tym, jest jeszcze jedna osoba… która mogłaby się sprawdzić…
- Czy ty… mówisz o Anabelle? – spytał podenerwowany Rekonstruktor – Niema takiej mowy! Nie zgadzam się! Kobieta jako nocny stróż?! Nigdy w życiu!
Anabelle. To imię sprawiło że Alex poczuł jak serce podchodzi mu do gardła. Wiedział że zna to imię, lecz za nic nie potrafił sobie przypomnieć skąd je kojarzy. Powoli, by nie zwrócić przypadkiem na siebie uwagi obu mężczyzn, chłopak ruszył w stronę kuchni, zastanawiając się co doprowadziło to do takiego stanu psychicznego Scotta. Chłopiec usiadł przy stole i wyciągnął z kieszeni obydwie, śruby. Nagle spostrzegł coś, czego wcześniej z winy złego oświetlenia nie zauważył. Wokół śruby którą Alex dostał od Vincenta zawinięty był kawałek papieru! Chłopak szybko go odwinął i rozprostował . Przyjrzał się mu dokładnie. Była tam wiadomość.
Musiałem wziąć sprawę we własne ręce, dlatego zniknąłem na pewien czas. Jeżeli ktoś ucierpiał przez to w sposób psychiczny lub fizyczny to wiedz iż przepraszam.
Pamiętaj, dziś 22:30. Mam ci parę rzeczy do powiedzenia…
                                                                                                                                                 Vincent                 

9 komentarzy:

  1. Eee... CZEMU TAKIE KTÓRE?! No może i nie krótkie ale...no wiecie o co chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do rozdziału cudowny mam nadzieję że niedługo następny

      Usuń
  2. JEJ next!!! rozdział super. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. E tam...moja teoria się nie sprawdziła;( Ale rozdzialik jak zwykle super :) Tylko to imię Anabelle... kojarzy mi się z horrorem;0 Ale nic.Pisz dalej bo czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie kontynuj tego opowowiadania,jest strasznie nudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co.Jak ci się nie podoba to przynajmniej nie dołuj ludzi...

      Usuń