'Chwilowa samotność'
Chłopak wciąż jeszcze
lekko przerażony patrzył w ziemię.
- J-ja… chciałem cię
tylko poinformować, że wraz z Mike’iem jedziemy po … podobno znalezione części
starych animatroników… tych z Freddy Family Diner. Jutro przyjedzie tu… pewna
osoba. Będzie cię pilnować- wymamrotał cicho Scott – aha, byłbym zapomniał.
Trzymaj się daleka od animatroników. Coś jest z nimi nie tak… są agresywne i w
ogóle się nie odzywają, więc…
Nie dokończył.
Przerwał mu nagły huk na korytarzu. Rekonstruktor i Alex wybiegli z
pomieszczenia. Zobaczyli tylko Mike’a i Foxy’ego podnoszących się z ziemi.
- Co się stało?-
spytał zdziwiony chłopiec
-Ktoś tu był…
przebiegł tędy przewracając mnie na Foxy’ego – Odpowiedział mężczyzna
rozcierając obolałe ramię i patrząc pytająco na lisa.
-Kto? – Zapytał
niespodziewanie Scott
- No… tego właśnie nie
wiem- wymamrotał Mike
-Foxy, widziałeś coś?-
ponownie zapytał Rekonstruktor, tym razem bardziej nerwowo
-N-nie- powiedział
niepewnie animatronik
-Ehh... trudno. Mike
zbieramy się. Za 3 godziny musimy być na miejscu.- rzucił krótko mężczyzna,
po czym wyciągnął z kieszeni chustę i zawiązał ją sobie na karku tak, że
zasłaniała mu połowę twarzy, dzięki czemu jego dwie głębokie blizny nie były
widoczne.
Łysy mężczyzna zakrył
głowę kapturem, wszedł do biura lecz po chwili wyszedł trzymając w rękach
paralizator, mały nóż myśliwski i pistolet. Widząc zaniepokojoną minę chłopca
uśmiechnął się i wyjaśnił, że to na wszelki wypadek i że niema się czego bać,
na co Alex wyraźnie się uspokoił. Mike schował paralizator do kieszeni bluzy, a
resztę broni przypiął w odpowiednie miejsca na pasku od spodni. Już po chwili
Mike i Scott opuścili budynek i ruszyli poboczem drogi tłumacząc wcześniej że
samochód ukryty jest dwie mile stąd. Alex wiedział, że został sam w budynku
koszmarnej pizzerii, wraz z krwiożerczymi maszynami, które czaiły się wszędzie.
Na tą myśl przeszedł go dreszcz. Przeszedł wolnym krokiem do biura i zaczął
szukać latarki. Spojrzał na zegarek. Była 20:56. Westchnął i z latarką w ręce
przeszedł przez budynek starając się nie okazywać przerażenia. Przystanął na
chwilę przed sceną w Pirat Cove. Przyjrzał się kurtynie i usiadł na krześle.
Uniósł głowę w górę i zaczął wpatrywać się w sufit. Nie wiedział czemu to robi,
lecz z jakiegoś powodu ta czynność uspakajała go. Nie wiedział ile czasu już
tak siedzi ale nagle poczuł że musi wstać. Poszedł szybkim krokiem do biura.
Spojrzał nerwowo na zegarek. Była 22:36. Puścił się pędem przed budynek, na
parking, gdzie – jak podejrzewał- czekał już na niego Vincent. Stał pod
latarnią, której światło odbijało się w jego fiołkowych oczach. Wyglądał na
bardzo zniecierpliwionego. Alex jeszcze bardziej przyśpieszył kroku. Zatrzymał
się przed mężczyzną.
-Ładnie to się tak
spóźniać? – Spytał oschle, lecz na jego ustach malował się poczciwy uśmiech