poniedziałek, 27 kwietnia 2015

>>>>INFO<<<<
OGŁASZAM PRZERWĘ
DO 15.05.15 NIE BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ NOWE CZĘŚCI OPOWIADANIA
SORY ALE MOJE POMYSŁY SIĘ KOŃCZĄ...

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Opowiadanie cz I rozdział IV
'Zniknięcie'


. Z zamyślenia wyrwało go kapanie. W pierwszej chwili pomyślał, że ktoś po prostu nie dokręcił kranu w kuchni. Po jakiejś godzinie ten odgłos zaczął go tak bardzo denerwować, że postanowił sprawdzić co się dzieje. Powoli podniósł się i ruszył ciemnym korytarzem do kuchni, z której dochodził ten denerwujący dźwięk. Gdy stanął w progu i spojrzał na ziemię, prawie się przewrócił. Po podłodze rozlewała się kałuża krwi. Na stole leżało jakieś zwierzę. Było zmasakrowane, a z jego licznych ran kapała krew. Chłopiec podpierając się o ściany zaczął iść w stronę Pirat Cove, ponieważ znajdowało się ono najbliżej kuchni. Ledwo stanąwszy w progu upadł na ziemię. Foxy od razu do niego podbiegł i pomógł mu wstać.
- Co się stało? Dlaczego nie śpisz?- pytał
-Tam… kuchnia… krew…- wymamrotał chłopak i pokazał palcem na przeklęte pomieszczenie
Animatronik bez namysłu poszedł w kierunku wskazanym przez Alexa. Gdy stanął w pomieszczeniu stanął jak wryty i patrzył na martwe stworzenie, wielkimi, przerażonymi oczami. Springtrap właśnie szedł korytarzem i widząc lisa zatrzymał się.
-Coś się stało? Masz minę jakby… - spojrzał w miejsce wskazane przez Foxy’ego i zamilkł
-Trzeba powiedzieć innym… Nie można nikogo wpuścić do kuchni zanim nie zabierzemy stąd tego ‘czegoś’- mamrotał coś dalej pod nosem lisiasty
- Idę po resztę… nie pozwól by zobaczył to Alex albo któraś z tych sióstr- Powiedział Springtrap
-Za późno… on już to widział- wyszeptał Foxy
-Gdzie on teraz jest?!! Dlaczego zostawiłeś go samego?!!- krzyczał i patrzył na lisa z wyrzutem
-w Pirat Cove- odpowiedział krótko animatronik ze spuszczoną głową- przepraszam…
-Idź do niego w tej chwili!- wciąż miał podniesiony głos- No już, idź!
Na korytarzu pojawili się wszyscy którzy byli w budynku. Chica przeczuwając że stało się coś złego więc od razu złapała Emmę i Mary i zaprowadziła je do biura. Lisiasty powoli ruszył w stronę pomieszczenia w którym jeszcze przed chwilą przebywał. Zobaczył że Alex leży blady w kącie, opierając się o ścianę. Patrzył na ziemię i od czasu do czasu miewał dreszcze. Lisiasty podszedł do chłopca, wziął go na ręce i zaniósł do biura. Gdy mijał pokój w którym przebywał Vincent, otwarte drzwi przykuły jego uwagę. Wiedział bowiem że Mike zamknął je by fioletowowłosy nie zrobił niczego głupiego. Uchylił lekko drzwi. Pokój był pusty, a na ścianie widniał wyryty napis: ‘TERAZ MNIE NIE MA… KIEDYŚ WRÓCĘ’. Foxy był prawie pewien że to Vincent dokonał rzeźni na tym stworzeniu. Z powrotem ruszył w stronę biura. Gdy znalazł się w pomieszczeniu położył Alexa w kącie. Chica spojrzała na chłopca z niemalże matczyną troską. Uklęknęła na ziemi i spojrzała na lisa.
- Co mu się stało?- Spytała cicho Chica
- On… jako pierwszy zobaczył to martwe zwierze… Przyszedł do mnie blady jak ściana, ledwo trzymając się na nogach… a ja nie zwarzywszy uwagi na jego stan udałem się do kuchni…- Wyszeptał Foxy, a następnie zmienił temat- Zostań tu z nimi… ja muszę coś pokazać reszcie…
- Dobrze… to idź…- wymamrotała i popatrzyła na Mary i Emmę, które stały pod ścianą i obserwowały sytuację w pokoju.
Animatronik ruszył ku miejscu morderstwa. Nad ciałem stworzenia stał Mike, Scott i Springtrap. Gdy lis wszedł do kuchni Mike spojrzał w jego stronę.
- To mi wygląda na jakiegoś wychudzonego wilka lub kojota…- stwierdził Mike- Kto mógł dopuścić się do takiego czynu? To coś ma wydłubane oczy…  roztrzaskaną czaszkę… rozpruty brzuch…  kończyny ponacinane w różnych miejscach… Ktoś kto to zrobił nie mógł być normalny!
-Ymm… nie chcę was dodatkowo zamartwiać, ale Vincent zniknął- wykrztusił Listasty- Wydrapał coś na ścianie zanim uciekł…
Wszyscy odwrócili się jak na komendę w stronę lisa i patrzyli na niego zdziwionymi oczami.
-Jak to zniknął?!!- Wykrzyczeli wszyscy naraz
-Nie wiem…- zaczął Foxy
- Trzeba go znaleźć!- Krzyknął Scott
Wszyscy wybieli z pokoju i zaczęli przeszukiwać budynek i jego okolice. Po około godzinie, zrezygnowani spotkali się przy głównym wejściu.
-Samochód zniknął… - oświadczył Mike
-Gdzie on mógł pojechać?- zastanawiał się głośno Rekonstruktor
-Zadając pytania raczej się tego nie dowiemy…- powiedział Foxy i udał się do biura, by sprawdzić jak czuje się Alex. Chłopak siedział pod ścianą i patrzył tępo w ziemię. Gdy lis wszedł do pomieszczenia podniósł na niego wzrok, lecz potem znów przeniósł go na podłogę. Chica posłała Lisiastemu bezradne spojrzenie.

-Alex? – spytał Foxy- Wszystko w porządku?
-t-tak… chyba…- wyszeptał chłopiec i spojrzał animatronikowi w oczy- C-co się stało? Szukaliście czegoś…
-Ehh… -westchnął lis- Vincent zniknął… uciekł stąd zabierając nam jedyny środek transportu…
-J-jak to zniknął?- spytał Alex
-Nie wiemy- odpowiedział animatronik i zmienił temat- Czy ty zawsze się tak jąkasz?
-N-nie… po prostu czasami tak mam… jak się czegoś boję…- wyszeptał lekko zawstydzony i znów skierował wzrok na ziemię
Mary i Emma spały na stercie materiału w rogu pomieszczenia, a Chica siedziała na ziemi i je obserwowała. Młodsza dziewczynka miała krótki nerwowy oddech, a od czasu do czasu zaciskała dłonie w pięści. Starsza natomiast oddychała wolno, miarowo, a na jej ustach widniał iście demoniczny uśmiech.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Opowiadanie cz VIII rozdział III
'Koszmar'


Alex siedział w kuchni z Chicą, Emmą i Mary, którą nadal omijał szerokim łukiem. Miał co do niej pewne obawy.
- Co robiłyście same, w lesie?- spytała Chica
-Oni chcieli się nas pozbyć… I to zrobili – wyszeptała Mary
-Jeśli mogę spytać, to o kogo ci chodzi?- zapytała ponownie
Mary zamilkła. Patrzyła tylko pustym wzrokiem w podłogę. Chica dała sobie spokój i wyszła z kuchni. W pomieszczeniu został już tylko Scott, Foxy, Freddy, Springtrap, Alex, Emma i Mary.
-Mary? Coś się stało?- spytała zaniepokojona Emma
- Nie, nic-odpowiedziała krótko
- To ja już sobie chyba pójdę…- wymamrotał Freddy
Poszedł w kierunku wyjścia, a za nim ruszył Foxy , Springtrap i Rekonstruktor. Alex został sam na sam z dziwnymi siostrami. Postanowił również wyjść z kuchni. Po drodze usłyszał rozmowę Mike’a przez telefon. Mówił coś o problemach z Vincentem. Chłopiec nie do końca zrozumiał o co mu chodziło. Poszedł do pokoju w którym nocował poprzedniej nocy i postanowił iść spać. Było już około 12 więc wydawało mu się że jest to rozsądna decyzja. Leżał przez dłuższą chwilę sam, w ciemności próbując pozbierać myśli. Gdy w końcu zapadł w niespokojny sen miał koszmary. Najczęściej o tej samej treści. Stał na drodze, a wokół niego rozciągało się pustkowie. Z daleka, na środku drogi można było dostrzec ludzką, kobiecą sylwetkę. Nagle obraz zmieniał się i pojawiały się kruki. Całymi stadami krążyły wokół dziewczyny, gotowe do zanurkowania w jej stronę. Gdy chłopak tylko ruszał w jej stronę, kruki rzucały się na niego i rozrywały jego ciało szponami i ostrymi dziobami. Wtedy dziewczyna uśmiechała się ukazując ostre, ociekające krwią zdecydowanie nieludzkie zęby.  Drugi z koszmarów ukazywał las. Pośród drzew leżało jakieś ciało. Była to Emma. Alex rozpoznał ją po niebieskiej sukience i blond włosach. Jej twarz była zastygnięta w przerażeniu. Z  kącików jej ust biegły smugi po zaschniętej krwi, a na szyi widoczny był ślad po sznurze. Nadgarstki miała obtarte i sine. Koszmar przerywał się w chwili gdy pojawiała się blada postać o czarnych włosach. Chłopak cały czas budził się zlany zimnym potem. Było około 3 gdy postanowił nie spać. Po głowie wciąż chodziły mu te dziwne sny. Bał się.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Opowiadanie cz VII rozdział III
'Ból'


Odszedł nie oglądając się za siebie. Fioletowowłosy zaczął dobijać się do drzwi, lecz po chwili uspokoił się i usiadł pod ścianą. Wyciągnął z kieszeni swój długi nóż i uśmiechnął się. Spojrzał na swoje całe pokryte w bliznach przedramiona. Powoli zbliżył ostrze do prawej ręki, przyłożył je do skóry. Od dnia w którym zamordował pierwsze dziecko wpadł w nałóg. Musiał sprawiać komuś ból. Lecz nie było komu. Vincent przycisnął mocniej nóż do skóry. Sprawianie sobie bólu powodowało u niego dziwną satysfakcję. Z jego ręki kapnęła pierwsza kropla krwi. Przycisnął nóż jeszcze mocniej i przejechał nim powoli po przedramieniu. Z rany zaczęła sączyć się szkarłatna ciecz. Po chwili po jego ręce spływały małe stróżki krwi. Mężczyzna odchylił głowę do tyłu i oparł ją o ścianę. Zamknął oczy i zacisnął dłonie w pięści.
-Już nie długo nie będziesz musiał się okaleczać, tak nie będziesz musiał- szeptał sam do siebie- One są twoim głównym celem… głównym celem
Otworzył oczy i powoli wstał. Uśmiech psychopaty jak zwykle widniał na jego twarzy.

środa, 1 kwietnia 2015

Opowiadanie cz VI rozdział III
'Spotkanie'


- Alex. Co się sta… Kto to jest? – spytała zaglądając przed drzwi Chica
- To jest Emma…- zaczął
- Chodź tu do mnie, nie bój się. Na pewno jesteś głodna, chodź za mną- powiedziała i zachęciła gestem Chica
Dziewczynka zrobiła krok do przodu i popatrzyła na Alexa swoimi wielkimi oczami.
- Mam siostrę… ona gdzieś tutaj jest- szepnęła i ruszyła za animatronikiem
Chłopiec długo zastanawiał się nad jej słowami. Stał jeszcze chwilę przed budynkiem wpatrując się w niebo. Z zamyślenia wyrwał go szum w uszach. Spojrzał w prawo. Po drugiej stronie drogi stała mała dziewczynka o czarnych włosach i bladej skórze. Była ubrana w bordową sukienkę w czarne serca.
-K..kim jesteś?- Spytał zaniepokojony chłopak
Gdy powoli weszła na parking, Alex ujrzał że jest ona niewiele od niego niższa. Jej twarz miała dziwny kamienny wyraz, który powodował u chłopca ciarki. Uśmiechnęła się. Był to uśmiech tak bardzo przerażający, że chłopak cofnął się gwałtownie i potknął o krzywy krawężnik. Upadł raniąc całe przedramię o żwir. Ona się zbliżała, szła powoli z tym dziwnym uśmiechem. Gdy stała krok od niego uniosła rękę. Chłopiec na wszelki wypadek zamknął oczy. Nic się nie działo. Otworzył oczy i ujrzał że dziewczyna chce pomóc mu wstać! Przyjął pomoc, a gdy stanął na nogach wolał jednak zachować od niej bezpieczną odległość.
- Jestem Mary… była tu może moja siostra?- spytała
-t..tak, przed chwilą tu była…- odpowiedział wciąż przerażony Alex
- A gdzie teraz podziewa się moja siostrzyczka?- zapytała sztucznym przesłodzonym głosem
Chłopiec nie odpowiedział. Stał tylko i patrzył się w ziemię. Wiedział że to źle się skończy.
-Odpowiadaj kiedy do ciebie mówię! Masz mi powiedzieć gdzie ona jest!- krzyknęła innym już tonem.
Złapała chłopca za ramiona i wbijając mu paznokcie w skórę zaczęła pchać go w stronę ściany. Gdy uderzył plecami w ścianę złapała go za gardło. Zaciskała ręce coraz mocniej dusząc go. Alex teraz dokładnie widział jej oczy. Jej tęczówki były w kolorze rubinu. Po chwili uścisk jej dłoni zelżał, a po policzku spłynęła łza. Mary całkowicie zwolniła uścisk i spuściła wzrok.
- Przepraszam… ja nie chciałam cię przestraszyć ani zabić…- powiedziała cicho- Przepraszam…
-J..jest w pizzeri- wyszeptał trzęsąc się
- Zaprowadź mnie- rozkazała i szarpnęła go za rękaw w stronę wejścia do budynku. Alex zaprowadził ją niechętnie do kuchni, gdzie były Chica i Emma. Gdy Mary zobaczyła siostrę podbiegła do niej i ją przytuliła.
-Nic ci nie jest? – spytała – Dobrze się czujesz? Widzę że zrobili z tobą to samo co ze mną parę lat temu…
- Wszystko jest dobrze…- zaczęła Emma ale przerwała w pół zdania
Chica posłała chłopcu zdziwione spojrzenie po czym spytała drugiej dziewczyny czy nie jest głodna. Alex nie usłyszał odpowiedzi ponieważ wyszedł z pomieszczenia. Udał się na poszukiwanie reszty animatroników, Mike’a i Scott’a. Znalazł ich wszystkich w biurze. Siedzieli nad jakimiś papierami i prowadzili dyskusję. Na widok chłopca przerwali i popatrzyli po sobie, nie znając powodu wizyty. Chłopak wyjaśnił że przyszedł by opowiedzieć co się właśnie stało. Gdy skończył wszyscy powoli ruszyli korytarzem do kuchni. Mężczyźni i animatroniki zapoznali się z siostrami.
- Nie można mówić o tym Vincentowi… One są w niebezpieczeństwie… - wymamrotał Scott do Mike’a
- Ale o czym nie mówić? – Spytał Vincent stając w progu
Spojrzał na Mary i Emmę. Jego oczy zalśniły, a dłonie zacisnęły się w pięści. 
- Kimże jesteście, młode damy?- spytał z udawanym akcentem
Mike chcąc zachować pozory, złapał fioletowowłosego za nadgarstek i zaczął ciągnąć do wyjścia.
- A jak tam z twoją nogą? Widzę że cię boli. Powinieneś odpoczywać- mówił posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie
- Ale mnie nic nie… - zaczął ale Mike kopnął go w nie do końca wyleczoną kostkę. Vincent jęknął z bólu
- Musisz już iść- powiedział i wyprowadził mężczyznę z kuchni zamykając za sobą drzwi.
- Co ty wyprawiasz?!!- krzyknął ranny
-Zbyt dobrze cie znam by wiedzieć jak to się skończy!- odpowiedział mu niebieskooki
Zaciągnął Vincenta do pokoju, zostawił go tam i zamknął drzwi na klucz.
- To dla twojego dobra… naszego dobra- Szepnął