Opowiadanie cz I rozdział IV
'Zniknięcie'
. Z zamyślenia wyrwało
go kapanie. W pierwszej chwili pomyślał, że ktoś po prostu nie dokręcił kranu w
kuchni. Po jakiejś godzinie ten odgłos zaczął go tak bardzo denerwować, że
postanowił sprawdzić co się dzieje. Powoli podniósł się i ruszył ciemnym
korytarzem do kuchni, z której dochodził ten denerwujący dźwięk. Gdy stanął w
progu i spojrzał na ziemię, prawie się przewrócił. Po podłodze rozlewała się
kałuża krwi. Na stole leżało jakieś zwierzę. Było zmasakrowane, a z jego
licznych ran kapała krew. Chłopiec podpierając się o ściany zaczął iść w stronę
Pirat Cove, ponieważ znajdowało się ono najbliżej kuchni. Ledwo stanąwszy w
progu upadł na ziemię. Foxy od razu do niego podbiegł i pomógł mu wstać.
- Co się stało?
Dlaczego nie śpisz?- pytał
-Tam… kuchnia… krew…-
wymamrotał chłopak i pokazał palcem na przeklęte pomieszczenie
Animatronik bez
namysłu poszedł w kierunku wskazanym przez Alexa. Gdy stanął w pomieszczeniu
stanął jak wryty i patrzył na martwe stworzenie, wielkimi, przerażonymi oczami.
Springtrap właśnie szedł korytarzem i widząc lisa zatrzymał się.
-Coś się stało? Masz
minę jakby… - spojrzał w miejsce wskazane przez Foxy’ego i zamilkł
-Trzeba powiedzieć
innym… Nie można nikogo wpuścić do kuchni zanim nie zabierzemy stąd tego
‘czegoś’- mamrotał coś dalej pod nosem lisiasty
- Idę po resztę… nie
pozwól by zobaczył to Alex albo któraś z tych sióstr- Powiedział Springtrap
-Za późno… on już to
widział- wyszeptał Foxy
-Gdzie on teraz
jest?!! Dlaczego zostawiłeś go samego?!!- krzyczał i patrzył na lisa z wyrzutem
-w Pirat Cove-
odpowiedział krótko animatronik ze spuszczoną głową- przepraszam…
-Idź do niego w tej
chwili!- wciąż miał podniesiony głos- No już, idź!
Na korytarzu pojawili
się wszyscy którzy byli w budynku. Chica przeczuwając że stało się coś złego
więc od razu złapała Emmę i Mary i zaprowadziła je do biura. Lisiasty powoli
ruszył w stronę pomieszczenia w którym jeszcze przed chwilą przebywał. Zobaczył
że Alex leży blady w kącie, opierając się o ścianę. Patrzył na ziemię i od
czasu do czasu miewał dreszcze. Lisiasty podszedł do chłopca, wziął go na ręce
i zaniósł do biura. Gdy mijał pokój w którym przebywał Vincent, otwarte drzwi
przykuły jego uwagę. Wiedział bowiem że Mike zamknął je by fioletowowłosy nie
zrobił niczego głupiego. Uchylił lekko drzwi. Pokój był pusty, a na ścianie
widniał wyryty napis: ‘TERAZ MNIE NIE MA… KIEDYŚ WRÓCĘ’. Foxy był prawie pewien
że to Vincent dokonał rzeźni na tym stworzeniu. Z powrotem ruszył w stronę
biura. Gdy znalazł się w pomieszczeniu położył Alexa w kącie. Chica spojrzała
na chłopca z niemalże matczyną troską. Uklęknęła na ziemi i spojrzała na lisa.
- Co mu się stało?-
Spytała cicho Chica
- On… jako pierwszy zobaczył
to martwe zwierze… Przyszedł do mnie blady jak ściana, ledwo trzymając się na
nogach… a ja nie zwarzywszy uwagi na jego stan udałem się do kuchni…- Wyszeptał
Foxy, a następnie zmienił temat- Zostań tu z nimi… ja muszę coś pokazać
reszcie…
- Dobrze… to idź…-
wymamrotała i popatrzyła na Mary i Emmę, które stały pod ścianą i obserwowały
sytuację w pokoju.
Animatronik ruszył ku
miejscu morderstwa. Nad ciałem stworzenia stał Mike, Scott i Springtrap. Gdy
lis wszedł do kuchni Mike spojrzał w jego stronę.
- To mi wygląda na
jakiegoś wychudzonego wilka lub kojota…- stwierdził Mike- Kto mógł dopuścić się
do takiego czynu? To coś ma wydłubane oczy…
roztrzaskaną czaszkę… rozpruty brzuch…
kończyny ponacinane w różnych miejscach… Ktoś kto to zrobił nie mógł być
normalny!
-Ymm… nie chcę was
dodatkowo zamartwiać, ale Vincent zniknął- wykrztusił Listasty- Wydrapał coś na
ścianie zanim uciekł…
Wszyscy odwrócili się
jak na komendę w stronę lisa i patrzyli na niego zdziwionymi oczami.
-Jak to zniknął?!!-
Wykrzyczeli wszyscy naraz
-Nie wiem…- zaczął
Foxy
- Trzeba go znaleźć!-
Krzyknął Scott
Wszyscy wybieli z
pokoju i zaczęli przeszukiwać budynek i jego okolice. Po około godzinie,
zrezygnowani spotkali się przy głównym wejściu.
-Samochód zniknął… -
oświadczył Mike
-Gdzie on mógł
pojechać?- zastanawiał się głośno Rekonstruktor
-Zadając pytania
raczej się tego nie dowiemy…- powiedział Foxy i udał się do biura, by sprawdzić
jak czuje się Alex. Chłopak siedział pod ścianą i patrzył tępo w ziemię. Gdy
lis wszedł do pomieszczenia podniósł na niego wzrok, lecz potem znów przeniósł
go na podłogę. Chica posłała Lisiastemu bezradne spojrzenie.
-Alex? – spytał Foxy-
Wszystko w porządku?
-t-tak… chyba…-
wyszeptał chłopiec i spojrzał animatronikowi w oczy- C-co się stało? Szukaliście
czegoś…
-Ehh… -westchnął lis-
Vincent zniknął… uciekł stąd zabierając nam jedyny środek transportu…
-J-jak to zniknął?-
spytał Alex
-Nie wiemy-
odpowiedział animatronik i zmienił temat- Czy ty zawsze się tak jąkasz?
-N-nie… po prostu
czasami tak mam… jak się czegoś boję…- wyszeptał lekko zawstydzony i znów
skierował wzrok na ziemię
Mary i Emma spały na
stercie materiału w rogu pomieszczenia, a Chica siedziała na ziemi i je
obserwowała. Młodsza dziewczynka miała krótki nerwowy oddech, a od czasu do
czasu zaciskała dłonie w pięści. Starsza natomiast oddychała wolno, miarowo, a
na jej ustach widniał iście demoniczny uśmiech.